Wtorkowa noc musiała być dla piłkarzy Liverpoolu naprawdę ciężka. Samobój Riise strzelony już w doliczonym czasie gry, i to jeszcze w półfinale Ligi Mistrzów, musiał podłamać każdego. Nie tylko samego zainteresowanego. Dlatego możemy się założyć, że przez kolejne wieczory: te środowe, i te czwartkowe gracze The Reds długo rozpamiętywali straconą szansę i zaprzepaszczone okazje. Nie wiemy, co robił przez ostatnie dni Riise, ale wiemy za to, jak odreagowywał mecz z Chelsea Peter Crouch. Chłopak został w Londynie, udał się do tamtejszego klubu Valmont i, nie przebierając w słowach, zwyczajnie się zalał.