Okazało się bowiem, że obecność Brazylijczyka w składzie nie wszystkim tak do końca się podoba. W zespole ?Niebieskich? zagrożenie poczuli się inni pomocnicy, mniejszego kalibru niż nowy nabytek City. Elano i strajkujący Jo mają obawy, że gwiazda wartego ponad 30 milionów funtów Robinho przyćmi ich zupełnie, w efekcie czego stracą pracę. Dla samego zainteresowanego nie jest to wielki problem, w piłkę i tak będzie grał, ale atmosfera w szatni to już zupełnie inna bajka. I choć Robinho deklarował, że chce się z klubem związać na dłużej, to przecież może zmienić zdanie. Zwłaszcza, że ostatnio zażyczył sobie od swoich bogatych arabskich pracodawców, aby ci jak najszybciej sprowadzili mu do zespołu kolegę. Jakiegoś Canarinhos, z którym mógłby porozmawiać w języku innym niż angielski.
Włodarzę Manchesteru City zapewniają, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby ich największa gwiazda nie czuła się w drużynie samotna i broń Boże, odizolowana. W końcu nie trzeba wielkiej klasy specjalisty, żeby zorientować się, że zakup akurat tego piłkarza był w przypadku tego klubu bardzo dobrym posunięciem.