Australian Open jak zwykle, jak ciągle od kilkunastu dni i jak nic w tym okresie wydarzeniowej posuchy kryje w sobie niesłychane pokłady radości. Przy pisaniu tych wierszy, na przykład, akompaniuje nam ciepły głos Lleytona Hewitta, opowiadającego o randkach swojego czteroletniego syna, oraz wybuchy śmiechu rozbawionej publiczności. Na drugim ekranie - Djoković w twarzowej czerni walczy z oponentem, a przed nami z monitora uśmiecha się Łukasz Kubot. Prawie. Tak się przynajmniej, w oczekiwaniu na prawdziwy występ Polaka, przygotowujemy, tym bardziej, że Siergiejew swój mecz w pierwszej rundzie wygrał. Łukaszowi, którego występ tuż-tuż, życzymy tegoż samego.
Dla sceptycznych wobec wdzięków ukraińskiego kubotopodobnego tenisisty mamy inny obrazek, a mianowicie roztapiający góry lodowe uśmiech czeskiego gwiazdora kortów, Tomasa Berdycha. Same zadecydujcie, an co chcecie patrzeć - może, naszym przykładem, na wszystko.

A z ciekawych wyników - wysoko sklasyfikowany Szwed Robin Soderling w pierwszej rundzie odpadł w starciu z Hiszpanem Marcelem Granollersem. Słusznie?;)

